1920 Bitwa Warszawska - 3D, czyli 3 razy do D...
 Oceń wpis
   

Wczorajszy seans okazał się klapą. Nieźle się nagłowiłem, żeby ustalić, co mi nie grało w najnowszym filmie Jerzego Hoffmana. Tym bardziej, że obraz ten miał kilka plusów, więc zaraz po wyjściu z kina miałem dosyć mieszane uczucia.

Oczywiście świetnie, że wreszcie mamy film pokazujący zwycięstwo, a nie którąś z klęsk Polaków. Wreszcie mamy polski pełnometrażowy film w trójwymiarze. Nawet parę ujęć było OK.
Niestety to w zasadzie wszystko, co pozytywnego mi na myśl przychodzi, po obejrzeniu "1920 Bitwy Warszawskiej". Chwila! Jeszcze marketing! Kupiłem popcorn z Coca-Colą w zestawie filmowym i dostałem gratis plakat z filmu (całkiem udany!) oraz równie udaną spinkę/zapinkę czy coś w ten deseń - z polskim sztandarem rozbijającym komunistyczną, czerwoną gwiazdę. Marketingowo polskie kino również zrobiło krok do przodu. No i wielki plus - Wincenty Witos!



Ogólne wrażenie po seansie to brak jednolitej koncepcji na ten film - niby wojenny z wątkiem miłosnym - takie polskie Pearl Harbor. Tyle, że do koncepcji wkradł się zwyczajowo i na siłę montowany element dokumentalny, czasami pokazany w tak abstrakcyjny sposób, że zupełnie bez sensu. Owszem, Armia Czerwona karała śmiercią dezerterów, ale przecież scena, w której w trakcie natarcia czerwonoarmista zamiast uważać, by nie zginąć i strzelać do wroga, biega za swoim towarzyszem uciekającym z pola walki, aby strzelić mu koniecznie w głowę - to czysty absurd. Czy tak to wyglądało? 1/3 armii walczy, 1/3 ucieka, a 1/3 goni i morduje uciekinierów? W trakcie bitwy? To nie żaden cud, że przegrali...
Wiem, że w czasie prawdziwej bitwy jest zamieszanie, natomiast jeśli w filmie wojennym mamy przydługie momenty, w których w zasadzie nie wiadomo, kto wygrywa, kto podcina gardła, oraz którzy są z której strony, bo raz jadą z lewej strony ekranu, raz z prawej, a niby to ci sami; do tego uparcie ciężka muzyka, od której aż mnie łeb rozbolał (zamiast wyzwalać jakieś emocje, to mi je stłamsiła) - to nie da się tego przełknąć. Nie mówiąc o tym, że tego typu ujęcia w trójwymiarze masakrują psychę, kiedy się próbuje cokolwiek zobaczyć. A tu nagle idzie Olbrychski z Lindą (marszałek Piłsudski i Wieniawa) i cieszą się zwycięstwem. Oj, była próba budowania napięcia, że już już przegramy i po Warszawie, ale zupełnie nie udana. Była wędrówka Jaśka (Szyc) i rozmowy najpierw z Czekistą a później z Kozakiem. Ten pierwszy to alegoria rozumu, drugi zaś serca, ale to też dopiero gdzieś następnego dnia można na siłę wymyślić, ponieważ inaczej ta cała historia służy tylko temu, aby jakąś fabułę przed bitwą pokazać. Na przykład sranie w salonie jakiejś burżuazji, moczenie hemoroidów, czy gwałt zbiorowy. 
Jak wspominałem film próbuje za dużo wiedzy historycznej przekazać na raz. Pewnie, że armia polska składała się z żołnierzy, którzy walczyli wcześniej w wojskach zaborców - ale informacja o tym nijak się ma do dalszej fabuły. Pewnie, że różne rzeczy robiono po zdobytych salonach, ale dupy czerwonoarmisty nie musiałem oglądać. Z drugiej strony scena z księdzem Ignacym Skorupką nacierającym na wroga z krzyżem w ręku i "Boże coś Polskę" na ustach, to już szczyt czegoś zupełnie sprzecznego z wiedzą historyczną, czyli powtarzanie mitów i ich utrwalanie w społeczeństwie.

Przychodzi mi na myśl kolejna przedziwna scena. Kiedy Jasiek zapalał świeczkę dla Sofii Nikołajewnej, to kręcił się tam taki człowiek od trumien. Widać było, że nie za bardzo wiedział, co ma z nimi zrobić, to poprawił wieko jednej, to drugiej, ale ogólnie mogło go tam wcale nie być. Był chyba tylko po to, aby pocisnąć Jaśkowi jakąś pseudofilozofię, na którą Jasiek odpowiedział swoją pseudofilozofią. A nie mógł po prostu zapalić tej świeczki w patetycznej ciszy?
Po co ta cała historia z ciągle pijącym kapitanem? Gdzie jakieś wnioski Piłsudskiego, który na początku filmu twierdzi, że konnica to przeżytek, a potem dzięki kawalerii właśnie wygrywa? Dużo było elementów, których zabrakło, oraz takich, które pojawiły się nie wiadomo po co...

Na koniec 3D. Film zupełnie niepotrzebnie zrobiony w 3D. Sceny walki nakręcone w taki sposób, jak w "Bitwie...", zupełnie się nie nadają do trójwymiaru. 3D służy do pokazywania płytkich filmów, z prostym podziałem dobry/zły, ale w niesamowitych efektach wizualnych oraz z porywającą oprawą muzyczną. Porywające efekty wizualne były cztery, z czego:
1. zaczerpnięty z Wjazdu pociągu na stację w La Ciotat  braci Lumière motyw pędzącej na widownię lokomotywy. O tyle mało odkrywczy w technologii 3D, że do maksimum wyczerpany w filmie "Express Polarny".
2. na tej samej zasadzie kilka opancerzonych pojazdów mało efektownie próbowało mnie przejechać
3. kilka razy rzuciła czymś we mnie Natasza Urbańska
4. i dwa razy leciała na mnie flaga (polska, a potem radziecka).
Spodobał mi się za to popiół latający w okopach pod Warszawą - to całkiem nieźle wyglądało w trójwymiarze.

Ogólnie rzecz biorąc film średni. Gdyby był lepszy, bardziej porywający podkład muzyczny, oraz więcej patosu patriotycznego niż kościelnego, to może byłby nawet udany. Może gdyby więcej było celebracji zwycięstwa, niż tylko spacerek Marszałka z Wieniawą? Może jakieś historyczne domknięcie? Może trochę więcej ujęć z lotu ptaka, które mogły świetnie pokazać przemarsze armii? Może trochę więcej ostrości, zwolnionego tempa (czasem trzeba to zrobić, żeby widz cokolwiek zobaczył)... Nie wiem. Ja tam filmów nie robię. Niemniej jednak nie trzeba umieć gotować, by wiedzieć, że potrawa była niedoprawiona.

 

Komentarze (3)
Dlaczego BlackBerry?
 Oceń wpis
   

            Mamy dziś do wyboru całe mnóstwo smartfonów. Wśród dostępnych urządzeń są zbudowane klasycznie, z klapką, czy wysuwane na różne sposoby, z dotykowym ekranem, klawiaturą numeryczną, lub QWERTY. Jakby tego było mało, oprócz szerokiej gamy producentów, wybór utrudnia nam dodatkowo mnoga liczba systemów operacyjnych. Nie zrozumcie mnie źle, cały ten harmider kolorów, kształtów i funkcjonalności jest najlepszym, co może nam dać wolny rynek. Każdy znajdzie coś dla siebie. Telefon z diamentową klawiaturą? Żaden problem. Pancerny? Też jest! Różowy? Proszę bardzo! Niezawodny? Z tym może być problem... Ale o tym zaraz.

zdjęcie za callcare.com.au

            Czego oczekuję od telefonu? Nie ważne, czy będzie to smartfon, czy nie, chcę aby bateria trochę wytrzymała. To po pierwsze. Nie wyobrażam sobie posiadania urządzenia, z którym zapewnię sobie ciągłe zastanawianie się, gdzie mogę je podpiąć, by nie padło. Bateria jest jedną z najważniejszych rzeczy. Do pracy przyda się jednak smartfon, zatem kolejny krok, to zastanowienie się z jakich funkcjonalności będę korzystał i z czym nie chciałbym mieć problemów. Wiadomości tekstowe, e-maile, facebooki, tweetery, jakiś krótki filmik, może muzyka ze słuchawek, od czasu do czasu cyknę fotkę, może trochę internetu, również przez Wi-Fi, a jak znajdzie się czas to jakaś prosta gra, jakiś podcast. Kontakt jednak jest priorytetem, chcę szybko otrzymać i móc odpisać na e-mail. Chcę móc korzystać z komunikatorów. Czego nie chę? Na pewno wolałbym uniknąć utrudnień w postaci niestabilnego systemu, dziwnego umiejscowienia klawiszy (w N95 backspace był tuż obok klawisza wyłączającego aplikację – parę razy musiałem całego maila pisać od nowa), słabego wykonania, czyli odstających, odpadających, delikatnych elementów. Nie chciałbym, żeby jeden czy dwa upadki sprawiły, że telefon będzie wyglądał jak z demobilu, albo, co gorsza, już do niczego się nie nadawał. Wolałbym nie obchodzić się z moim urządzeniem jak z jajkiem. Nie mam na takie rzeczy czasu, a koncentrację naprawdę wydajniej wykorzystam, gdy poświęcę ją innym kwestiom.

            Pamiętam Nokię 3310 - była świetna, mogła upaść wiele razy, a nawet się rozlecieć; wystarczyło ją złożyć do kupy i działała dalej. Jedyny minus tego telefonu, który jeszcze niewiele potrafił (choć w kultowego Snake’a grało się często), to spadająca z wiekiem wydajność baterii. Po Nokii 3310 przewinęło się przez moje ręce kilka telefonów: taki fajny niezniszczalny, wodoodporny Ericsson (rzucaliśmy nim z kumplami o ścianę i działał), jakaś za mała Nokia (dramatycznie mała – to był szczyt miniaturyzacji i dno przydatności). Godnym następcą Nokii 3310 w mojej kieszeni okazał się dopiero Sony Ericsson K750i. Niezniszczalny madafaka, służy mi już ponad pięć lat, porysowany jest jak lodowisko po konkursie jazdy figurowej, ale bateria wytrzymuje do dwóch tygodni. Przeczytałem na nim kilkadziesiąt książek (wyobraźcie sobie, na tak niewielkim ekranie!), zrobiłem masę świetnej jakości zdjęć, sprawdzałem pocztę nieraz. Mam do skubańca sentyment. W pewnym momencie do K750i dołączyła Nokia N95. Kupiona, pamiętam, ze względu na Wi-Fi, zamykany obiektyw aparatu 5Mpx, większy wyświetlacz. Myślałem, że będę robił to samo, co robiłem na K750i, tylko lepiej. Oddam tej Nokii sprawiedliwość i powiem, że przeczytałem na niej kolejne kilkadziesiąt książek, zrobiłem kolejne zdjęcia, jeszcze lepszej jakości, oraz sprawdzałem pocztę i surfowałem na falach internetu; plus także za genialne głośniki stereo i obiektyw Carl Zeiss. Nokia N95 miała bajery, które czyniły ją w tamtym czasie pseudo-topowym telefonem (nawet lekarze w House M.D. z niej korzystali): kable do podłączenia do telewizora – użyte raz, na próbę i trzy lata w pudełku, dodatkowe przyciski do muzyki - totalny szajs, przez trzy lata nie dotknąłem ani jednego. Muszę jednak powiedzieć również, co mnie doprowadzało do furii, oprócz wspomnianego zamykania aplikacji obok backspace’a. Marna plastikowa klapka od baterii na czterech gównianych minizaczepach, bo telefon upadł dwa razy i klapka była na taśmie klejącej. Po kolejnych dwóch upadkach kupowałem nową klapkę i do dziś mam ją w innym kolorze niż telefon. Co za debil wymyślił te delikatne zaczepy? Kolejna rzecz to bateria, którą trzeba ładować codziennie, niezależnie od tego, czy telefon czuwa, czy pracuje (chyba na początku było ciut lepiej, ale co z tego). Na koniec Symbian, który czasami, niewiadomo dlaczego, resetował telefon. Raz zdarzyło się to, gdy odpisywałem pół godziny na e-mail (ważna sprawa, a uwierzcie, pisanie e-maila klawiaturą numeryczną to nie bajka). Wtedy pojąłem, że Nokii więcej nie kupię. Pojąłem również, że przy wyborze kolejnego drogiego smartfona, skrupulatnie upewnię się, czy wart jest swojej ceny. Za niejeden sprzęt dostępny obecnie na rynku i nazywany topowym smartfonem, nie dałbym połowy z tego, ile za niego chcą. Niejednego nie wziąłbym nawet, gdyby dawali z nim pieniądze. Wziąłbym pieniądze...

            Znacie już moje wymagania odnoście smartfonów, znacie mniej więcej doświadczenia z posiadanymi telefonami i wiecie też, jak wielki jest obecnie rynek mobilnych urządzeń. Domyślić się zatem możecie, jak trudną decyzją był wybór nowego urządzenia, przed jakim stanąłem kilka tygodni temu. Otóż wcale trudny nie był! Wykluczyłem telefony z dotykowym ekranem i bardzo mocnymi procesorami, wychodząc z założenia, że do gier są konsole, a niecały dzień żywotności baterii to z pewnością za mało. Na dobrą sprawę, w ten sposób z konkurencji odpadł w przedbiegach Iphone oraz topowe telefony HTC, czy Samsunga. Nie chcę nawet wiedzieć, co się dzieje z takimi telefonami, kiedy upadną na beton ze dwa razy. W zasadzie nie jestem pewien, czy możliwe jest wygodne odpisywanie na e-mail na dotykowej klawiaturze, albo wybieranie numeru bez patrzenia. Nokia, którą uważa się za producenta dobrych telefonów biznesowych, robi za dużo błędów konstrukcyjnych, czy dizajnerskich. Sony Ericsson, Morotola i cała reszta to obecnie albo Android, albo Windows Phone. Nagle znalazłem coś, co mnie zaintrygowało – Blackberry 9780 Bold. Solidna bateria, klawiatura QWERTY, miłe dla oka wykonanie, wszystkie możliwości, których potrzebuję. Zacząłem czytać fora i analizować.

            Jedni mówią, że niszowy. Dziwne, przecież Research In Motion to trzeci producent smartfonów w Ameryce z 25% udziałem w rynku, wyprzedzony przez system Google oraz iOS. Wśród mobilnych systemów operacyjnych BlackBerry OS zajmuje czwartą pozycję na świecie, daleko za Androidem (ale z tego systemu korzysta wielu producentów, dlatego Android ma prawie 40% światowego rynku), ale już nie tak daleko za Symbianem (20% rynku) czy iOS (18% rynku). BlackBerry OS ze swoim 14% udziałem bije na głowę Microsoft Phone 7/Mobile posiadający jedynie niecałe 4% tortu systemów operacyjnych na urządzenia przenośne. Sytuacja Microsoftu może się zmienić ze względu na mariaż z Nokią.

            Inni mówią, że ekskluzywny. Dziwne, przecież miliony nastolatków korzystają z Blackberry, ponieważ miedzy dwoma urządzeniami BB można tekstować za darmo w każdym miejscu na świecie. Pewnie, wygląda ów sprzęt na ekskluzywną zabawkę, wykonany jest ze starannością godną najlepszych klientów, ale wcale nie jest ani bardzo drogi, ani trudno dostępny, ani skomplikowany w obsłudze.

            Czytam dalej i widzę, że terminal, jak mówią na niego fani Blackberry, działa w pełni jeśli wykupi się usługę Blackberry Internet Service za 25zł miesięcznie (teraz dostępna w Play za 10zł nawet w prepaid). Jak działa owo cudeńko z BIS sprawdzę, gdy już aktywuję w lipcu tę usługę, ale dla przykładu napiszę, że osoby posiadające terminal Blackberry i usługę BIS, mogą dzięki Blackberry Messenger konferencyjnie tekstować i przesyłać sobie zdjęcia całkowicie za darmo, choćby były w kilku różnych krajach. Kolejna korzyść to całkowicie bezpłatny i nieograniczony transfer danych (wszystko oprócz streamingu). A na dodatek szyfrowanie danych i bezpieczeństwo w standardach NATO. Argumenty, które sprawiły, że kupiłem BB Bold to jednak: bateria, genialna klawiatura (podotykałem zanim kupiłem), wykończenie, system operacyjny. Mogę robić to, co potrzebuję i lubię, wygodniej, szybciej, lepiej, bardziej niezawodnie i z większą satysfakcją.

            Mówi się, być może słusznie, że terminal BlackBerry nie jest doskonały bez BIS. Ja jeszcze nie mam BIS, a już wiem, że mam doskonałe urządzenie. Oto moje wrażenia jak dotąd:
-   z pudełka wyjąłem urządzenie, kabel USB, słuchawki i futerał. Futerał jest aktywny, co znaczy, że włożenie do niego telefonu powoduje pełną blokadę urządzenia, a wyjęcie je odblokowuje. Wygląda ten futerał stylowo. I jest świetny;

-   samo urządzenie ma doskonałą klawiaturę QWERTY. Tak dopracowaną, że dech zapiera. Mimo malutkich klawiszy piszę całymi palcami dzięki genialnemu wyprofilowaniu. Żadna Nokia śmokia z QWERTY nie jest taka dobra;

-   oprócz klawiatury – trackpad, który ja nazywam clitorisem. W żadnej Nokii śmokii tak dobrze nie działa. Jak odpowiednio się połechcze palcem, to satysfakcja gwarantowana;

-   doskonały ekran (naprawdę doskonały – porządna rozdzielczość i odwzorowanie kolorów);

-   na klapce baterii skóra, albo coś skóropodobnego. W każdym razie odkładasz telefon na biurko cicho i bez strachu, że coś pęknie. Poza tym telefon pachnie skórą! Który inny tak ma??

-   dioda powiadamiająca – to jest błyskotliwe rozwiązanie. Nie wyciągam telefonu z futerału po każdym wyjściu z pomieszczenia na chwilę, by sprawdzić, czy coś mi przyszło,. Jak dostanę smsa, e-maila, nieodebrane połączenie, czy cokolwiek, to dioda zacznie migać. Proste i efektywne.

-   bateria? Ostatnio po trzech dniach jeszcze miała 25%, przy module Wi-Fi włączonym na stałe, pół godziny muzyki dziennie, pół godziny internetu i dosyć częstych rozmowach. Który Iphone śmajfon, albo droid śmoid to potrafi?

-   skróty klawiszowe – czy mając Iphone, albo HTC da się w trakcie prowadzenia samochodu przytrzymać M i zadzwonić do matki, przytrzymać W i zadzwonić do wspólnika, przytrzymać G i zadzwonić do Gargamela?

zdjęcie za BBsklep.pl

            Jak widać, jestem zachwycony urządzeniem BlackBerry. Mimo braku BIS, już teraz rozumiem, dlaczego na Jeżynki mówi się CrackBerry. Uzależniają jak crack. Jeśli mnie czymś negatywnym nie zaskoczą, to nie sądzę, bym kiedyś jeszcze kupił inny telefon. Jak dotąd BlackBerry Bold nie ma wad, a w porównaniu z telefonami, które widziałem u znajomych, lub sam miałem w ręku, jest po prostu idealnie dopasowanym rozwiązaniem. Ludzie świadomi swoich potrzeb, lubiący mieć perfekcyjny sprzęt, za to nie lubiący wydawać mnóstwa pieniędzy na niedopracowane lub wręcz żałośnie pomyślane urządzenia (Nokia N95, HTC Desire HD, w tym drugim szaleniec chyba umieścił tak słabą baterię) – mają obecnie jedno rozwiązanie i jest nim BlackBerry. Za oceanem nie ma tylu mitów związanych z tą marką, co w Europie. BlackBerry nie jest niszowe, ani ekskluzywne. BlackBerry nie jest wyłącznie biznesowe. BlackBerry jest po prostu zajebiste!

Komentarze (22)
Podstawy obserwacji dla detektywów. Część II.
 Oceń wpis
   

WYPOSAŻENIE 

Teraz masz już wszystkie informacje potrzebne do rozpoczęcia inwigilacji. Sprzęt niezbędny do pracy powinien być przygotowany przy pomocy listy kontrolnej. Lista ta powinna zawierać: aparat fotograficzny, kamerę video, teczkę, mapę, latarkę, notatnik i ołówek, być może przenośna toaleta, kaczka, butelka (cokolwiek przydatnego dla mężczyzn), zasłony do okien, lornetka, komunikatory radiowe. Kapelusze, czapki, okulary przeciwsłoneczne (również te specjalne, z lustrem), oraz ubranie na zmianę, bądź do przebrania, są również zalecane.

POJAZD DO INWIGILACJI 

Jest mnóstwo porad na temat tego, jaki samochód będzie idealnym pojazdem do inwigilacji. W zależności od tego, z którym detektywem porozmawiasz, usłyszysz przeróżne opinie. Jedni rekomendują białe vany, lub ciężarówki, ponieważ biały kolor wtapia się w tło i jest niezauważalny. Można do takiej ciężarówki napakować masę najbardziej nowoczesnego sprzętu. Aczkolwiek mam znajomego, który używa czerwonego kabrioletu i daje radę. Najważniejsze jest to, że z samochodu, niezależnie od koloru, stylu czy typu, nie będzie żadnego pożytku, jeśli obiekt zauważy jakiś niezwykły pojazd w okolicy. To, jakiego samochodu użyjesz, nie będzie miało większego znaczenia, jeśli wykorzystasz techniki i uwagi wyszczególnione w tym podręczniku. Jeśli samochód stanie się podejrzany, detektyw musi go zmienić w celu dalszej inwigilacji. 

PRZYGOTOWANIE DO ŚLEDZENIA 

Jeśli lokalizacja jest niedaleko biura detektywistycznego, zaleca się na kilka dni przed rozpoczęciem inwigilacji przejechać tamtędy samochodem. Nie we wszystkich sprawach będzie to możliwe. Detektyw będzie musiał podejmować natychmiastowe decyzje co do najlepszego miejsca do parkowania czy wtopienia się w tło przy większości spraw. Celem “przejażdżki” jest zarejestrowanie okolicznych pojazdów do późniejszej identyfikacji, oraz potwierdzenie adresu obiektu i identyfikacja domu obiektu pod właściwym adresem. Obserwator powinien zarejestrować, albo za pomocą dyktafonu, albo notatek, wszelką aktywność zauważoną w trakcie “przejażdżki”. Powinien także wynotować każdy element wskazujący na aktywność wypoczynkową lub zawodową, razem z opisem domu oraz jego umiejscowieniem w ciągu budynków. Detektyw powinien również zanotować opis sąsiedztwa i jakichkolwiek zauważonych zwierząt domowych. Powinien też zanotować wszelkie możliwe miejsca obserwacji z uwzględnieniem tyłu i boków domostwa obiektu, oraz czy jeden samochód wystarczy do obserwacji. Należy też zanotować wszystkie możliwe ścieżki, którymi obiekt może się przemieszczać po opuszczeniu lokalizacji. Trzeba też sprawdzić wszystkie równoległe ulice, w celu rozpoczęcia inwigilacji ze znajomością najbliższej okolicy. 

ROZPOCZYNAMY INWIGILACJĘ 

Zawsze będzie się pojawiać pytanie, czy detektyw powinien powiadamiać policję, kiedy przeprowadza obserwację. To pytanie będzie miało różną odpowiedź w zależności od okoliczności.
Moje zalecenie jest takie, że detektyw musi robić to, co uważa za niezbędne, by chronić swoje miejsce inwigilacji. Nie znam takiego przepisu, który wymagałby powiadamiania policji (inna sprawa, że zgodnie z polskim prawem prywatny detektyw wiele nie może). Mimo wszystko powinniśmy cieszyć się taką samą wolnością, jaką ma każdy inny przedsiębiorca. Zapewne napotkamy oddziały policji, które będą twierdzić, że mają taką politykę, że prywatni detektywi zgłaszają się przed każdym rozpoczęciem inwigilacji. Taka polityka to nie prawo. Pytanie, które detektyw powinien sobie zadać przy niektórych zleceniach jeszcze przed oceną okolicznej strefy, brzmi: „ile kłopotów jestem gotów ściągnąć na siebie i moją inwigilację?” Detektyw powinien zdecydować na podstawie sąsiedztwa, czy istnieje ryzyko bycia ujawnionym przez policję. Decyzja, aby zadzwonić i powiadomić policję, aby nie reagowała na telefony z sąsiedztwa, o dziwnym obserwatorze – może być dobrą decyzją, a z drugiej strony może nią nie być.

Pierwsza część i inne artykuły dotyczące śledzenia są dostępne na www.spy.shop.pl, oraz w archiwum blogu.

Komentarze (3)
Podstawy obserwacji dla detektywów. Część I.
 Oceń wpis
   

PODSTAWY OBSERWACJI DLA DETEKTYWÓW

Istnieje wiele różnych zapotrzebowań do użycia obserwacji. W tym artykule omówimy rozmaite techniki wykorzystywane głównie przez ubezpieczycieli czy detektywów prywatnych. W niektórych przypadkach detektywi łapiący złodziei lub podejrzanych o kradzież w handlu detalicznym, mogą zastosować część z przedstawionych tu technik. Gdybyś miał okazję przeprowadzenia takiego śledztwa, sugeruję ostrożność, planowanie i edukację, jako niezbędne elementy twojej procedury obserwacyjnej. Napotkasz zasadniczą różnicę między śledztwem w sprawie kradzieży, a trzema typami śledztw, na których skupimy się w tej instrukcji. Jest nią osobisty kontakt z obiektem obserwacji. Musisz być przygotowany na możliwość fizycznej konfrontacji w śledztwach w sprawie kradzieży. Pomimo, iż może się okazjonalnie przytrafić, osobista lub fizyczna konfrontacja zdarza się bardzo rzadko w sprawach prywatnych, czy o ubezpieczenie, jeśli obserwacja jest przeprowadzana właściwie.

Terminy i definicje użyte w tym artykule:

Obiekt:        Osoba, miejsce lub rzecz inwigilowana
Obserwator:        Osoba przeprowadzająca inwigilację
Kontakt:        Jakakolwiek osoba, z którą obiekt spotyka się lub rozmawia
Eskorta:        Osoba zatrudniona przez obiekt do wykrywania ogona. Zwykle podąża za obiektem
Wabik:       Osoba zatrudniona przez obiekt do odwrócenia uwagi obserwatora od obiektu
Spalony:       Termin oznaczający, że obiekt zidentyfikował obserwatora
Stacjonarna obserwacja:       Zakłada się, że obiekt nie będzie się przemieszczał
Mobilna obserwacja:       Obiekt się przemieszcza na piechotę bądź w pojeździe

Inwigilacja to systematyczna obserwacja osoby, miejsca lub rzeczy w celu zdobycia informacji. Inwigilacja jest generalnie przeprowadzana bez wiedzy inwigilowanych i skupia się głównie na ludziach. By ująć rzecz prościej, inwigilację przeprowadza się w nadziei, że aktywność, bez względu na cel inwigilacji, się pojawi. Inwigilację można prowadzić w jednej z dwóch technik, albo stacjonarnej albo mobilnej. Mobilna inwigilacja dzieli się prowadzoną w pojazdach i pieszą. Jedna lub wszystkie z tych technik mogą być użyte w celu ścisłego udokumentowania ruchów obiektu przez osobistą obserwację, fotografie, bądź zapis video. Niezależnie od techniki inwigilacji, cel jest zawsze ten sam – zdobyć i udokumentować informacje do prywatnej wiadomości, lub jako dowodów na sali rozpraw. Najpopularniejszą techniką inwigilacji wykorzystywaną przez prywatnych detektywów jest kombinacja techniki stacjonarnej i mobilnej. Stacjonarnej, gdy obiekt pozostaje w miejscu, albo się nie pokazał, zanim mobilna inwigilacja będzie konieczna. Omówimy różne techniki w dalszej części.

PRZYGOTOWANIA WSTĘPNE

czytaj dalej - kliknij tutaj

Dotychczas ukazały się:
Podstawy śledzenia i inwigilacji. Część I.
Podstawy śledzenia i inwigilacji. Część II.
Podstawy śledzenia i inwigilacji. Część III.



 

Komentarze (1)
Podstawy śledzenia i inwigilacji. Część III.
 Oceń wpis
   

OBSERWACJA SAMOCHODOWA

 

Techniki wykorzystywane przy pieszej obserwacji, są również wykorzystywane w obserwacji prowadzonej z pojazdów, jednak stosowanie tych technik w obserwacji samochodowej musi być przeprowadzanie ze szczególną troską. Korki oraz prawo drogowe sprawiają, że działanie jest o wiele trudniejsze. Zwiększają także ryzyko odkrycia. Dwa lub więcej samochodów obserwacyjnych, jak dwóch lub więcej pieszych obserwatorów, zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Jeśli to możliwe, miej po dwóch ludzi na każdy pojazd. Dwuosobowe ekipy w samochodach zwiększają pokrycie i dają większą elastyczność. Do wszystkich samochodowych obserwacji musisz zapoznać się z przestrzenią, w której będziesz działał. Jeśli możesz, przestudiuj mapę i zrób rozpoznanie w terenie. Jeśli czas na to nie pozwala, miej mapy w samochodach. Warto również zastanowić się nad lokalizatorem, czy pluskwą GPS umocowaną do samochodu obiektu, czy też nawigacją satelitarną do pojazdów obserwacyjnych.  Osoba na siedzeniu pasażera może nawigować kierowcę. Miej drobne na płatne drogi i mosty, aby upewnić się, że inwigilacja nie będzie utrudniona.

Czytaj dalej - kliknij tutaj



Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
Najnowsze komentarze
2014-01-06 19:33
najlepszeprezenty.com.pl:
1920 Bitwa Warszawska - 3D, czyli 3 razy do D...
pozdrowienia :)
2014-01-06 19:32
najlepszeprezenty.com.pl:
Bomb(k)owa aukcja na WIOSNĘ trwa!
:)
2013-12-22 00:40
sw-elzbieta.com:
Bomb(k)owa aukcja na WIOSNĘ trwa!
pozdrowienia :)
2013-10-20 22:50
rtvagd:
Kupiłeś mieszkanie? Mówili Ci, że to inwestycja?
mega blog
2013-10-18 14:14
group:
Dlaczego BlackBerry?
ciesze sie ze trafilam na tego bloga
O mnie
marlowe
marlowe - więcej po kliknięciu w zdjęcie.