1920 Bitwa Warszawska - 3D, czyli 3 razy do D...
 Oceń wpis
   

Wczorajszy seans okazał się klapą. Nieźle się nagłowiłem, żeby ustalić, co mi nie grało w najnowszym filmie Jerzego Hoffmana. Tym bardziej, że obraz ten miał kilka plusów, więc zaraz po wyjściu z kina miałem dosyć mieszane uczucia.

Oczywiście świetnie, że wreszcie mamy film pokazujący zwycięstwo, a nie którąś z klęsk Polaków. Wreszcie mamy polski pełnometrażowy film w trójwymiarze. Nawet parę ujęć było OK.
Niestety to w zasadzie wszystko, co pozytywnego mi na myśl przychodzi, po obejrzeniu "1920 Bitwy Warszawskiej". Chwila! Jeszcze marketing! Kupiłem popcorn z Coca-Colą w zestawie filmowym i dostałem gratis plakat z filmu (całkiem udany!) oraz równie udaną spinkę/zapinkę czy coś w ten deseń - z polskim sztandarem rozbijającym komunistyczną, czerwoną gwiazdę. Marketingowo polskie kino również zrobiło krok do przodu. No i wielki plus - Wincenty Witos!



Ogólne wrażenie po seansie to brak jednolitej koncepcji na ten film - niby wojenny z wątkiem miłosnym - takie polskie Pearl Harbor. Tyle, że do koncepcji wkradł się zwyczajowo i na siłę montowany element dokumentalny, czasami pokazany w tak abstrakcyjny sposób, że zupełnie bez sensu. Owszem, Armia Czerwona karała śmiercią dezerterów, ale przecież scena, w której w trakcie natarcia czerwonoarmista zamiast uważać, by nie zginąć i strzelać do wroga, biega za swoim towarzyszem uciekającym z pola walki, aby strzelić mu koniecznie w głowę - to czysty absurd. Czy tak to wyglądało? 1/3 armii walczy, 1/3 ucieka, a 1/3 goni i morduje uciekinierów? W trakcie bitwy? To nie żaden cud, że przegrali...
Wiem, że w czasie prawdziwej bitwy jest zamieszanie, natomiast jeśli w filmie wojennym mamy przydługie momenty, w których w zasadzie nie wiadomo, kto wygrywa, kto podcina gardła, oraz którzy są z której strony, bo raz jadą z lewej strony ekranu, raz z prawej, a niby to ci sami; do tego uparcie ciężka muzyka, od której aż mnie łeb rozbolał (zamiast wyzwalać jakieś emocje, to mi je stłamsiła) - to nie da się tego przełknąć. Nie mówiąc o tym, że tego typu ujęcia w trójwymiarze masakrują psychę, kiedy się próbuje cokolwiek zobaczyć. A tu nagle idzie Olbrychski z Lindą (marszałek Piłsudski i Wieniawa) i cieszą się zwycięstwem. Oj, była próba budowania napięcia, że już już przegramy i po Warszawie, ale zupełnie nie udana. Była wędrówka Jaśka (Szyc) i rozmowy najpierw z Czekistą a później z Kozakiem. Ten pierwszy to alegoria rozumu, drugi zaś serca, ale to też dopiero gdzieś następnego dnia można na siłę wymyślić, ponieważ inaczej ta cała historia służy tylko temu, aby jakąś fabułę przed bitwą pokazać. Na przykład sranie w salonie jakiejś burżuazji, moczenie hemoroidów, czy gwałt zbiorowy. 
Jak wspominałem film próbuje za dużo wiedzy historycznej przekazać na raz. Pewnie, że armia polska składała się z żołnierzy, którzy walczyli wcześniej w wojskach zaborców - ale informacja o tym nijak się ma do dalszej fabuły. Pewnie, że różne rzeczy robiono po zdobytych salonach, ale dupy czerwonoarmisty nie musiałem oglądać. Z drugiej strony scena z księdzem Ignacym Skorupką nacierającym na wroga z krzyżem w ręku i "Boże coś Polskę" na ustach, to już szczyt czegoś zupełnie sprzecznego z wiedzą historyczną, czyli powtarzanie mitów i ich utrwalanie w społeczeństwie.

Przychodzi mi na myśl kolejna przedziwna scena. Kiedy Jasiek zapalał świeczkę dla Sofii Nikołajewnej, to kręcił się tam taki człowiek od trumien. Widać było, że nie za bardzo wiedział, co ma z nimi zrobić, to poprawił wieko jednej, to drugiej, ale ogólnie mogło go tam wcale nie być. Był chyba tylko po to, aby pocisnąć Jaśkowi jakąś pseudofilozofię, na którą Jasiek odpowiedział swoją pseudofilozofią. A nie mógł po prostu zapalić tej świeczki w patetycznej ciszy?
Po co ta cała historia z ciągle pijącym kapitanem? Gdzie jakieś wnioski Piłsudskiego, który na początku filmu twierdzi, że konnica to przeżytek, a potem dzięki kawalerii właśnie wygrywa? Dużo było elementów, których zabrakło, oraz takich, które pojawiły się nie wiadomo po co...

Na koniec 3D. Film zupełnie niepotrzebnie zrobiony w 3D. Sceny walki nakręcone w taki sposób, jak w "Bitwie...", zupełnie się nie nadają do trójwymiaru. 3D służy do pokazywania płytkich filmów, z prostym podziałem dobry/zły, ale w niesamowitych efektach wizualnych oraz z porywającą oprawą muzyczną. Porywające efekty wizualne były cztery, z czego:
1. zaczerpnięty z Wjazdu pociągu na stację w La Ciotat  braci Lumière motyw pędzącej na widownię lokomotywy. O tyle mało odkrywczy w technologii 3D, że do maksimum wyczerpany w filmie "Express Polarny".
2. na tej samej zasadzie kilka opancerzonych pojazdów mało efektownie próbowało mnie przejechać
3. kilka razy rzuciła czymś we mnie Natasza Urbańska
4. i dwa razy leciała na mnie flaga (polska, a potem radziecka).
Spodobał mi się za to popiół latający w okopach pod Warszawą - to całkiem nieźle wyglądało w trójwymiarze.

Ogólnie rzecz biorąc film średni. Gdyby był lepszy, bardziej porywający podkład muzyczny, oraz więcej patosu patriotycznego niż kościelnego, to może byłby nawet udany. Może gdyby więcej było celebracji zwycięstwa, niż tylko spacerek Marszałka z Wieniawą? Może jakieś historyczne domknięcie? Może trochę więcej ujęć z lotu ptaka, które mogły świetnie pokazać przemarsze armii? Może trochę więcej ostrości, zwolnionego tempa (czasem trzeba to zrobić, żeby widz cokolwiek zobaczył)... Nie wiem. Ja tam filmów nie robię. Niemniej jednak nie trzeba umieć gotować, by wiedzieć, że potrawa była niedoprawiona.

 

Komentarze (1)
Dlaczego BlackBerry? II
 Oceń wpis
   

      Trudno nie zauważyć efektów, jakie przynosi już powoli kampania BlackBerry w Play. Niestety zasady marketingu ograniczają możliwość bliższego wyjaśnienia ludziom, co tak naprawdę tkwi w telefonach BlackBerry, że warto mieć jeden. Nawet gazeta.pl nadal nazywa je korporacyjnymi i autorzy nie zauważają, że 25-procentowy udział w rynku amerykańskim sugeruje jednak, że nie tylko korporacje korzystają z zalet Jeżynek.
     Tymczasem minęło kilka dni od mojego wpisu, z którym polecam się zapoznać każdemu zainteresowanemu urządzeniami BlackBerry, a pojawiło się kilka kolejnych wspaniałych argumentów za nabyciem terminala kanadyjskiej firmy. 
     Przede wszystkim PCWorld opublikowało statystykę opartą na sześciuset tysiącach zgłoszeń problemów z telefonami z kilku kontynentów. Według tych danych, z całej sumy zgłoszeń, te dotyczące awarii sprzętu, a nie softu, w 14,7% powodowały urządzenia wielu firm pod kontrolą Androida, 9% urządzenia pod kontrolą Widnows Phone, 8% iPhoneów, i jedynie 3,7% BlackBerry. Wniosków jest dużo więcej, niż prezentują media.

     Po pierwsze, awarie sprzętu z Androidem rzeczywiście wynikają z tego, że wielu producentów telefonów wykorzystuje ten system i nie każdy telefon musi być najwyższej jakości. Jest jednak jeszcze drugi wniosek, mianowicie urządzenia pod kontrolą Windows Phone stanowią jedynie 4% mobilnych telefonów na świecie, a mają więcej awarii niż iPhone’y, posiadające 18% rynku. To może oznaczać, że Nokia wbiła sobie gwóźdź do przysłowiowej trumny, przechodząc na Windows Phone. Oczywiście jest jeszcze trzeci, rzucający się w oczy wniosek, którego nie omieszkali zauważyć redaktorzy z bbnews.pl – urządzenia pod kontrolą BlackBerry OS są najmniej awaryjne. Być może BlackBerry ma o cztery punkty procentowe mniejszy udział w światowym torcie urządzeń mobilnych niż Apple, ale iPhone’y są ponad dwukrotnie bardziej awaryjne, a urządzenia pod Androidem to już na kogo wypadnie na tego bęc. Czy to nie ładny argument za kupnem właśnie terminala od Research In Motion?     
     Od ostatniego wpisu o BlackBerry nauczyłem się kilku nowych, przydatnych rzeczy, jakie można robić dzięki terminalom RIM. Uzbierało się tego tyle, że postanowiłem poświęcić im cały nowy wpis, mimo tego, iż chciałem kolejne wrażenia opisać dopiero za miesiąc, po aktywcji BlackBerry Internet Service. Niech będzie w punktach...

1. Najważniejszą zaletą terminali BlackBerry jest możliwość dowolnej personalizacji nie tylko pod względem wyglądu, ale również sposobu korzystania z urządzenia. Na przykład do zegara można dotrzeć czterema różnymi sposobami, jak nam wygodniej. Jest aż dziesięć sposobów na wybranie numeru!. Jedną z ciekawszych możliwości personalizacyjnych daje nam BerryBuzz – program (w wersji rozbudowanej płatny, w wersi lite BeBuzz, darmowy), który umożliwia dowolne ustawienie zachowania diody notyfikacyjnej*. Mówiąc dowolne, mam na myśli, że jak mama dzwoni, to mruga na niebiesko, jak od mamy przyszedł sms, to mruga na zielono, jak od mamy przyszedł e-mail, to na bordowo, ale jak dziewczyna dzwoni, to mruga jak światła policyjne, a jak od dziewczyny jest sms, to mruga SOS morsem. Jasne? Nie musisz wyjmować sprzętu z futerału, nie musisz wstawać, a dzięki różnym sygnałom dźwiękowym i świetlnym doskonale wiesz, czy coś ważnego przyszło, czy nie. Ustawić diodę można pod powiadomienia z Facebooka, z Tweetera, MySpace, pod wiadomości z BlackBerry Messengera, pod SMSy, e-maile, powiadomienia z kalendarza, Google Talk, zadania do wykonania, nieodebrane połączenia. Po prostu pod WSZYSTKO!

i coś bardziej sexy ;)

2. Terminale BlackBerry posiadają takie coś jak tryb nocny, który również możemy dowolnie konfigurować. Wyobraźcie sobie, że na terminal przychodzą Wam wszystkie e-maile, Facebooki i Tweetery, o każdej porze dnia... i, no właśnie - nocy! Z pomocą przychodzi tryb nocny, pozwalający na przepuszczenie tylko najważniejszych połączeń telefonicznych, a wyciszenie wszystkiego innego. Tryb ten uruchamia się automatycznie po podłączeniu do ładowania - BlackBerry zmienia się w zegar analogowy, który zadzwoni tylko, jak to będzie coś ważnego. Jeśli tego Wam mało &ndash zawsze możecie ustawić automatyczne wyłączenie i włączenie urządzenia! Kładę się spać, nastawiam BlackBerry, by wyłączył się za pół godziny i uruchomił na pół godziny przed planowaną pobudką. Proste, wygodne, i jak cała istota BlackBerry, wydajne.

3. Po jakimś czasie (mnie to jeszcze nie spotkało) BlackBerry się zaśmieci. Po wielu instalacjach i deinstalacjach aplikacji, przy wielu uruchomionych naraz aplikacjach, coś się zawiesi. Wystarczy wyjąć baterię, odczekać chwilę i włożyć spowrotem &ndash po uruchomieniu będzie wszystko w porządku. Można też zrobić tak zwany soft reset, wciskając na klawiaturze QWERTY alt + prawy shift + delete. Zadziała tak samo, jak wyjęcie baterii.

4. Mały trick dotyczący autouzupełniania (czy też autokorekty). Kiedy przypadkiem napiszemy "sęi", poprawi nam automatycznie na "się", kiedy wpiszemy przypadkiem "abo", po wciśnięciu spacji pojawi się automatycznie "albo". Funkcję tą można dowolnie konfigurować. Piękny przykład: wpisujemy "zzzz", a po wciśnięciu spacji autokorekta poprawia na "Dziękuję za spotkanie, było bardzo miło. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie się dalej tak dobrze rozwijała. Gdyby Pan czegoś potrzebował, proszę się nie wahać i dzwonić. Pozdrawiam".
Niezłe, co?

5. Jeśli chcesz bardziej odpicować swojego BlackBerry, to masz do dyspozycji aplikację Fancy Widgets. Polecam również (dostępne też na inne platformy) Evernotes, te same notatki dostępne na każdym urządzeniu, z którego korzystasz, TuneIn radio, czyli radio po Wi-Fi, czy Vlingo, do poleceń głosowych (mówisz: "napisz maila do Jacka" i BlackBerry otwiera co trzeba, a potem dyktujesz e-mail).

6. To tylko kilka rzeczy, które odkryłem od ostatniego wpisu (o, jeszcze aplikacja Bloomberga, obsługująca chyba wszystkie światowe kursy akcji). Jak już wiecie, korzystam z mojego BlackBerry tylko po Wi-Fi, gdyż nie mam jeszcze usługi BIS, która za 10zł miesięcznie daje nieograniczony dostęp do internetu (tylko w Play na razie tak tanio). Mimo to, już teraz mogę Wam powiedzieć, że BlackBerry sam się loguje do zapisanych punktów dostępu Wi-Fi, i w przeciwieństwie do Nokii, nie muszę za każdym razem wybierać, jak chcę się połączyć z internetem.

Większość tych rzeczy wygrzebałem na Crackberry.com i BBnews.pl. Redaktorzy obu serwisów to wyluzowani, ale dokładni goście. Pozdrowienia dla nich wszystkich!

* powiadamiającej, notyfikacyjna to takie ładne,modne słowo

Komentarze (0)
Dlaczego BlackBerry?
 Oceń wpis
   

            Mamy dziś do wyboru całe mnóstwo smartfonów. Wśród dostępnych urządzeń są zbudowane klasycznie, z klapką, czy wysuwane na różne sposoby, z dotykowym ekranem, klawiaturą numeryczną, lub QWERTY. Jakby tego było mało, oprócz szerokiej gamy producentów, wybór utrudnia nam dodatkowo mnoga liczba systemów operacyjnych. Nie zrozumcie mnie źle, cały ten harmider kolorów, kształtów i funkcjonalności jest najlepszym, co może nam dać wolny rynek. Każdy znajdzie coś dla siebie. Telefon z diamentową klawiaturą? Żaden problem. Pancerny? Też jest! Różowy? Proszę bardzo! Niezawodny? Z tym może być problem... Ale o tym zaraz.

zdjęcie za callcare.com.au

            Czego oczekuję od telefonu? Nie ważne, czy będzie to smartfon, czy nie, chcę aby bateria trochę wytrzymała. To po pierwsze. Nie wyobrażam sobie posiadania urządzenia, z którym zapewnię sobie ciągłe zastanawianie się, gdzie mogę je podpiąć, by nie padło. Bateria jest jedną z najważniejszych rzeczy. Do pracy przyda się jednak smartfon, zatem kolejny krok, to zastanowienie się z jakich funkcjonalności będę korzystał i z czym nie chciałbym mieć problemów. Wiadomości tekstowe, e-maile, facebooki, tweetery, jakiś krótki filmik, może muzyka ze słuchawek, od czasu do czasu cyknę fotkę, może trochę internetu, również przez Wi-Fi, a jak znajdzie się czas to jakaś prosta gra, jakiś podcast. Kontakt jednak jest priorytetem, chcę szybko otrzymać i móc odpisać na e-mail. Chcę móc korzystać z komunikatorów. Czego nie chę? Na pewno wolałbym uniknąć utrudnień w postaci niestabilnego systemu, dziwnego umiejscowienia klawiszy (w N95 backspace był tuż obok klawisza wyłączającego aplikację – parę razy musiałem całego maila pisać od nowa), słabego wykonania, czyli odstających, odpadających, delikatnych elementów. Nie chciałbym, żeby jeden czy dwa upadki sprawiły, że telefon będzie wyglądał jak z demobilu, albo, co gorsza, już do niczego się nie nadawał. Wolałbym nie obchodzić się z moim urządzeniem jak z jajkiem. Nie mam na takie rzeczy czasu, a koncentrację naprawdę wydajniej wykorzystam, gdy poświęcę ją innym kwestiom.

            Pamiętam Nokię 3310 - była świetna, mogła upaść wiele razy, a nawet się rozlecieć; wystarczyło ją złożyć do kupy i działała dalej. Jedyny minus tego telefonu, który jeszcze niewiele potrafił (choć w kultowego Snake’a grało się często), to spadająca z wiekiem wydajność baterii. Po Nokii 3310 przewinęło się przez moje ręce kilka telefonów: taki fajny niezniszczalny, wodoodporny Ericsson (rzucaliśmy nim z kumplami o ścianę i działał), jakaś za mała Nokia (dramatycznie mała – to był szczyt miniaturyzacji i dno przydatności). Godnym następcą Nokii 3310 w mojej kieszeni okazał się dopiero Sony Ericsson K750i. Niezniszczalny madafaka, służy mi już ponad pięć lat, porysowany jest jak lodowisko po konkursie jazdy figurowej, ale bateria wytrzymuje do dwóch tygodni. Przeczytałem na nim kilkadziesiąt książek (wyobraźcie sobie, na tak niewielkim ekranie!), zrobiłem masę świetnej jakości zdjęć, sprawdzałem pocztę nieraz. Mam do skubańca sentyment. W pewnym momencie do K750i dołączyła Nokia N95. Kupiona, pamiętam, ze względu na Wi-Fi, zamykany obiektyw aparatu 5Mpx, większy wyświetlacz. Myślałem, że będę robił to samo, co robiłem na K750i, tylko lepiej. Oddam tej Nokii sprawiedliwość i powiem, że przeczytałem na niej kolejne kilkadziesiąt książek, zrobiłem kolejne zdjęcia, jeszcze lepszej jakości, oraz sprawdzałem pocztę i surfowałem na falach internetu; plus także za genialne głośniki stereo i obiektyw Carl Zeiss. Nokia N95 miała bajery, które czyniły ją w tamtym czasie pseudo-topowym telefonem (nawet lekarze w House M.D. z niej korzystali): kable do podłączenia do telewizora – użyte raz, na próbę i trzy lata w pudełku, dodatkowe przyciski do muzyki - totalny szajs, przez trzy lata nie dotknąłem ani jednego. Muszę jednak powiedzieć również, co mnie doprowadzało do furii, oprócz wspomnianego zamykania aplikacji obok backspace’a. Marna plastikowa klapka od baterii na czterech gównianych minizaczepach, bo telefon upadł dwa razy i klapka była na taśmie klejącej. Po kolejnych dwóch upadkach kupowałem nową klapkę i do dziś mam ją w innym kolorze niż telefon. Co za debil wymyślił te delikatne zaczepy? Kolejna rzecz to bateria, którą trzeba ładować codziennie, niezależnie od tego, czy telefon czuwa, czy pracuje (chyba na początku było ciut lepiej, ale co z tego). Na koniec Symbian, który czasami, niewiadomo dlaczego, resetował telefon. Raz zdarzyło się to, gdy odpisywałem pół godziny na e-mail (ważna sprawa, a uwierzcie, pisanie e-maila klawiaturą numeryczną to nie bajka). Wtedy pojąłem, że Nokii więcej nie kupię. Pojąłem również, że przy wyborze kolejnego drogiego smartfona, skrupulatnie upewnię się, czy wart jest swojej ceny. Za niejeden sprzęt dostępny obecnie na rynku i nazywany topowym smartfonem, nie dałbym połowy z tego, ile za niego chcą. Niejednego nie wziąłbym nawet, gdyby dawali z nim pieniądze. Wziąłbym pieniądze...

            Znacie już moje wymagania odnoście smartfonów, znacie mniej więcej doświadczenia z posiadanymi telefonami i wiecie też, jak wielki jest obecnie rynek mobilnych urządzeń. Domyślić się zatem możecie, jak trudną decyzją był wybór nowego urządzenia, przed jakim stanąłem kilka tygodni temu. Otóż wcale trudny nie był! Wykluczyłem telefony z dotykowym ekranem i bardzo mocnymi procesorami, wychodząc z założenia, że do gier są konsole, a niecały dzień żywotności baterii to z pewnością za mało. Na dobrą sprawę, w ten sposób z konkurencji odpadł w przedbiegach Iphone oraz topowe telefony HTC, czy Samsunga. Nie chcę nawet wiedzieć, co się dzieje z takimi telefonami, kiedy upadną na beton ze dwa razy. W zasadzie nie jestem pewien, czy możliwe jest wygodne odpisywanie na e-mail na dotykowej klawiaturze, albo wybieranie numeru bez patrzenia. Nokia, którą uważa się za producenta dobrych telefonów biznesowych, robi za dużo błędów konstrukcyjnych, czy dizajnerskich. Sony Ericsson, Morotola i cała reszta to obecnie albo Android, albo Windows Phone. Nagle znalazłem coś, co mnie zaintrygowało – Blackberry 9780 Bold. Solidna bateria, klawiatura QWERTY, miłe dla oka wykonanie, wszystkie możliwości, których potrzebuję. Zacząłem czytać fora i analizować.

            Jedni mówią, że niszowy. Dziwne, przecież Research In Motion to trzeci producent smartfonów w Ameryce z 25% udziałem w rynku, wyprzedzony przez system Google oraz iOS. Wśród mobilnych systemów operacyjnych BlackBerry OS zajmuje czwartą pozycję na świecie, daleko za Androidem (ale z tego systemu korzysta wielu producentów, dlatego Android ma prawie 40% światowego rynku), ale już nie tak daleko za Symbianem (20% rynku) czy iOS (18% rynku). BlackBerry OS ze swoim 14% udziałem bije na głowę Microsoft Phone 7/Mobile posiadający jedynie niecałe 4% tortu systemów operacyjnych na urządzenia przenośne. Sytuacja Microsoftu może się zmienić ze względu na mariaż z Nokią.

            Inni mówią, że ekskluzywny. Dziwne, przecież miliony nastolatków korzystają z Blackberry, ponieważ miedzy dwoma urządzeniami BB można tekstować za darmo w każdym miejscu na świecie. Pewnie, wygląda ów sprzęt na ekskluzywną zabawkę, wykonany jest ze starannością godną najlepszych klientów, ale wcale nie jest ani bardzo drogi, ani trudno dostępny, ani skomplikowany w obsłudze.

            Czytam dalej i widzę, że terminal, jak mówią na niego fani Blackberry, działa w pełni jeśli wykupi się usługę Blackberry Internet Service za 25zł miesięcznie (teraz dostępna w Play za 10zł nawet w prepaid). Jak działa owo cudeńko z BIS sprawdzę, gdy już aktywuję w lipcu tę usługę, ale dla przykładu napiszę, że osoby posiadające terminal Blackberry i usługę BIS, mogą dzięki Blackberry Messenger konferencyjnie tekstować i przesyłać sobie zdjęcia całkowicie za darmo, choćby były w kilku różnych krajach. Kolejna korzyść to całkowicie bezpłatny i nieograniczony transfer danych (wszystko oprócz streamingu). A na dodatek szyfrowanie danych i bezpieczeństwo w standardach NATO. Argumenty, które sprawiły, że kupiłem BB Bold to jednak: bateria, genialna klawiatura (podotykałem zanim kupiłem), wykończenie, system operacyjny. Mogę robić to, co potrzebuję i lubię, wygodniej, szybciej, lepiej, bardziej niezawodnie i z większą satysfakcją.

            Mówi się, być może słusznie, że terminal BlackBerry nie jest doskonały bez BIS. Ja jeszcze nie mam BIS, a już wiem, że mam doskonałe urządzenie. Oto moje wrażenia jak dotąd:
-   z pudełka wyjąłem urządzenie, kabel USB, słuchawki i futerał. Futerał jest aktywny, co znaczy, że włożenie do niego telefonu powoduje pełną blokadę urządzenia, a wyjęcie je odblokowuje. Wygląda ten futerał stylowo. I jest świetny;

-   samo urządzenie ma doskonałą klawiaturę QWERTY. Tak dopracowaną, że dech zapiera. Mimo malutkich klawiszy piszę całymi palcami dzięki genialnemu wyprofilowaniu. Żadna Nokia śmokia z QWERTY nie jest taka dobra;

-   oprócz klawiatury – trackpad, który ja nazywam clitorisem. W żadnej Nokii śmokii tak dobrze nie działa. Jak odpowiednio się połechcze palcem, to satysfakcja gwarantowana;

-   doskonały ekran (naprawdę doskonały – porządna rozdzielczość i odwzorowanie kolorów);

-   na klapce baterii skóra, albo coś skóropodobnego. W każdym razie odkładasz telefon na biurko cicho i bez strachu, że coś pęknie. Poza tym telefon pachnie skórą! Który inny tak ma??

-   dioda powiadamiająca – to jest błyskotliwe rozwiązanie. Nie wyciągam telefonu z futerału po każdym wyjściu z pomieszczenia na chwilę, by sprawdzić, czy coś mi przyszło,. Jak dostanę smsa, e-maila, nieodebrane połączenie, czy cokolwiek, to dioda zacznie migać. Proste i efektywne.

-   bateria? Ostatnio po trzech dniach jeszcze miała 25%, przy module Wi-Fi włączonym na stałe, pół godziny muzyki dziennie, pół godziny internetu i dosyć częstych rozmowach. Który Iphone śmajfon, albo droid śmoid to potrafi?

-   skróty klawiszowe – czy mając Iphone, albo HTC da się w trakcie prowadzenia samochodu przytrzymać M i zadzwonić do matki, przytrzymać W i zadzwonić do wspólnika, przytrzymać G i zadzwonić do Gargamela?

zdjęcie za BBsklep.pl

            Jak widać, jestem zachwycony urządzeniem BlackBerry. Mimo braku BIS, już teraz rozumiem, dlaczego na Jeżynki mówi się CrackBerry. Uzależniają jak crack. Jeśli mnie czymś negatywnym nie zaskoczą, to nie sądzę, bym kiedyś jeszcze kupił inny telefon. Jak dotąd BlackBerry Bold nie ma wad, a w porównaniu z telefonami, które widziałem u znajomych, lub sam miałem w ręku, jest po prostu idealnie dopasowanym rozwiązaniem. Ludzie świadomi swoich potrzeb, lubiący mieć perfekcyjny sprzęt, za to nie lubiący wydawać mnóstwa pieniędzy na niedopracowane lub wręcz żałośnie pomyślane urządzenia (Nokia N95, HTC Desire HD, w tym drugim szaleniec chyba umieścił tak słabą baterię) – mają obecnie jedno rozwiązanie i jest nim BlackBerry. Za oceanem nie ma tylu mitów związanych z tą marką, co w Europie. BlackBerry nie jest niszowe, ani ekskluzywne. BlackBerry nie jest wyłącznie biznesowe. BlackBerry jest po prostu zajebiste!

Komentarze (18)
Podstawy obserwacji dla detektywów. Część II.
 Oceń wpis
   

WYPOSAŻENIE 

Teraz masz już wszystkie informacje potrzebne do rozpoczęcia inwigilacji. Sprzęt niezbędny do pracy powinien być przygotowany przy pomocy listy kontrolnej. Lista ta powinna zawierać: aparat fotograficzny, kamerę video, teczkę, mapę, latarkę, notatnik i ołówek, być może przenośna toaleta, kaczka, butelka (cokolwiek przydatnego dla mężczyzn), zasłony do okien, lornetka, komunikatory radiowe. Kapelusze, czapki, okulary przeciwsłoneczne (również te specjalne, z lustrem), oraz ubranie na zmianę, bądź do przebrania, są również zalecane.

POJAZD DO INWIGILACJI 

Jest mnóstwo porad na temat tego, jaki samochód będzie idealnym pojazdem do inwigilacji. W zależności od tego, z którym detektywem porozmawiasz, usłyszysz przeróżne opinie. Jedni rekomendują białe vany, lub ciężarówki, ponieważ biały kolor wtapia się w tło i jest niezauważalny. Można do takiej ciężarówki napakować masę najbardziej nowoczesnego sprzętu. Aczkolwiek mam znajomego, który używa czerwonego kabrioletu i daje radę. Najważniejsze jest to, że z samochodu, niezależnie od koloru, stylu czy typu, nie będzie żadnego pożytku, jeśli obiekt zauważy jakiś niezwykły pojazd w okolicy. To, jakiego samochodu użyjesz, nie będzie miało większego znaczenia, jeśli wykorzystasz techniki i uwagi wyszczególnione w tym podręczniku. Jeśli samochód stanie się podejrzany, detektyw musi go zmienić w celu dalszej inwigilacji. 

PRZYGOTOWANIE DO ŚLEDZENIA 

Jeśli lokalizacja jest niedaleko biura detektywistycznego, zaleca się na kilka dni przed rozpoczęciem inwigilacji przejechać tamtędy samochodem. Nie we wszystkich sprawach będzie to możliwe. Detektyw będzie musiał podejmować natychmiastowe decyzje co do najlepszego miejsca do parkowania czy wtopienia się w tło przy większości spraw. Celem “przejażdżki” jest zarejestrowanie okolicznych pojazdów do późniejszej identyfikacji, oraz potwierdzenie adresu obiektu i identyfikacja domu obiektu pod właściwym adresem. Obserwator powinien zarejestrować, albo za pomocą dyktafonu, albo notatek, wszelką aktywność zauważoną w trakcie “przejażdżki”. Powinien także wynotować każdy element wskazujący na aktywność wypoczynkową lub zawodową, razem z opisem domu oraz jego umiejscowieniem w ciągu budynków. Detektyw powinien również zanotować opis sąsiedztwa i jakichkolwiek zauważonych zwierząt domowych. Powinien też zanotować wszelkie możliwe miejsca obserwacji z uwzględnieniem tyłu i boków domostwa obiektu, oraz czy jeden samochód wystarczy do obserwacji. Należy też zanotować wszystkie możliwe ścieżki, którymi obiekt może się przemieszczać po opuszczeniu lokalizacji. Trzeba też sprawdzić wszystkie równoległe ulice, w celu rozpoczęcia inwigilacji ze znajomością najbliższej okolicy. 

ROZPOCZYNAMY INWIGILACJĘ 

Zawsze będzie się pojawiać pytanie, czy detektyw powinien powiadamiać policję, kiedy przeprowadza obserwację. To pytanie będzie miało różną odpowiedź w zależności od okoliczności.
Moje zalecenie jest takie, że detektyw musi robić to, co uważa za niezbędne, by chronić swoje miejsce inwigilacji. Nie znam takiego przepisu, który wymagałby powiadamiania policji (inna sprawa, że zgodnie z polskim prawem prywatny detektyw wiele nie może). Mimo wszystko powinniśmy cieszyć się taką samą wolnością, jaką ma każdy inny przedsiębiorca. Zapewne napotkamy oddziały policji, które będą twierdzić, że mają taką politykę, że prywatni detektywi zgłaszają się przed każdym rozpoczęciem inwigilacji. Taka polityka to nie prawo. Pytanie, które detektyw powinien sobie zadać przy niektórych zleceniach jeszcze przed oceną okolicznej strefy, brzmi: „ile kłopotów jestem gotów ściągnąć na siebie i moją inwigilację?” Detektyw powinien zdecydować na podstawie sąsiedztwa, czy istnieje ryzyko bycia ujawnionym przez policję. Decyzja, aby zadzwonić i powiadomić policję, aby nie reagowała na telefony z sąsiedztwa, o dziwnym obserwatorze – może być dobrą decyzją, a z drugiej strony może nią nie być.

Pierwsza część i inne artykuły dotyczące śledzenia są dostępne na www.spy.shop.pl, oraz w archiwum blogu.

Komentarze (3)
Wojenne Dzienniki Afganistanu - historyczny przeciek?
 Oceń wpis
   

Ponad 91000 raportów wojskowych z wojny w Afganistanie, obejmujących lata 2004-2010. Raporty pisane przez żołnierzy i oficerów wywiadu, opisujące akcje militarne USA, zawierające informacje wywiadowcze, raporty ze spotkań z politykami i inne szczegóły. Wczoraj o 17:00 czasu EST wikileaks.org opublikowało wszystkie te raporty. O 23:00 czasu polskiego dokładnie 92201 raportów wojskowych ukazało się na stronie wikileaks.org. Wikileaks postanowiło opóźnić publikację dodatkowych około 15000 raportów w celu minimalizacji szkód. Macie przed sobą pierwszą w Polsce publikację na ten temat. Tylko dlatego, że jeszcze nie śpię przetłumaczę w locie, co wyczytałem na CNN.com.

Dokumenty zawierają surowe dane z wojny, wliczając liczbę zabitych, ofiary, raporty zagrożenia i tym podobne, według Juliana Assange, założyciela WikiLeaks.org.
"To cała historia wojny w Afganistanie od 2004 do 2010, z kilkoma ważnymi wyjątkami - amerykańskich sił specjalnych, aktywności CIA oraz większości aktywności innych nie-amerykańskich sił" powiedział CNN Assange. CNN nie potwierdziła jeszcze niezależnie autentyczności dokumentów. Departament Obrony USA nie będzie komentował raportów, dopóki Pentagon nie będzie miał szansy ich zobaczyć, powiedzieli przedstawiciele Departamentu Obrony dla CNN. Assange odmówił zdradzenia skąd ma dokumenty. Stwierdził, że dokumenty obnażają plugastwo wojny, pokazując jak wiele relatywnie małych incydentów sumuje się do ogromnej liczby ofiar cywilnych.
Cała waga dokumentów leży w "tych wszystkich ludziach zabitych w małych wydarzeniach, o których nie słyszeliśmy, że liczebnie przyćmiewają te wielkie zdarzenia z ofiarami. To chłopiec zabity przez pocisk, który nie trafił w cel" - powiedział CNN Assange.
"To czego nie widzieliśmy wcześniej, to te wszystkie indywidualne śmierci", dodał, "Widzieliśmy jedynie liczbę i , jak powiedział Stalin: 'Śmierć jednego człowieka jest tragedią, śmierć milionów to statystyka.' Więc widzieliśmy statystyki"

WikiLeaks publikowało anonimowo dodane dokumenty, wideo i inne delikatne materiały po ich lustracji, jak napisano. Twierdzi, że nigdy nie nabrało się na fałszerstwo. WikiLeaks trafiło do nagłówków po opublikowaniu kontrowersyjnych nagrań walki z Iraku. Strona skupiła międzynarodową uwagę w kwietniu, kiedy zamieściła wideo z 2007 roku, rzekomo pokazujące atak amerykańskiego helikoptera zabijającego tuzin cywilów, w tym dwóch nieuzbrojonych dziennikarzy Reutersa.

Wtedy major Shawn Turner, rzecznik amerykańskiej armii, powiedział, że "wszystkie dostępne dowody wspierają decyzję podjętą przez żołnierzy, że atakują uzbrojonych powstańców, a nie cywilów". Szeregowiec pierwszej klasy, Bradley Manning, lat 22, podejrzany o przeciek tajnego wideo z 2007 roku, został oskarżony przez Siły Zbrojne USA o osiem naruszeń amerykańskiego kodeksu karnego za przekazanie tajnych danych, według aktu oskarżenia opublikowanego przez siły zbrojne na początku miesiąca.

Assange, były nastoletni haker, który uruchomił WikiLeaks w 2007 roku, zaprzecza, że WikiLeaks postawiło żołnierzy w niebezpieczeństwie.

"Na pewno byli ludzie, którzy przegrali wybory w rezultacie opublikowania jakichś materiałów na WikiLeaks", powiedział. "Były oskarżenia przez materiały na WikiLeaks. Były reformy prawodawcze przez matariały na WikiLeaks", powiedział. "Co nigdy się nie zdarzyło, to by ktoś fizycznie ucierpiał w wyniku naszej publikacji".

Strona wstrzymała publikację około 15000 dokumentów z Afganistanu, aby chronić jednostki, które informowały o Talibach, powiedział Assange. Ale dodał, że miał nadzieję, że jego strona będzie "bardzo niebezpieczna" dla "ludzi, którzy chcą prowadzić wojny w sposób uwłaczający."

"Ten materiał nie tylko ujawnia okazjonalne nadużycia Sił Zbrojnych USA", powiedział Assange. "Oczywiście zawiera amerykańskie raporty różnych nadużyć w wykonaniu Talibów. ...Więc opisuje nadużycia obu stron konfliktu i to właśnie pozwoli ludziom zrozumieć co się naprawdę dzieje, i zdecydować, czy to popierają czy nie."

Głównie za CNN. Więcej można przeczytać tutaj   i  tutaj.
Ciekawe ujęcie około 300 z incydentów przedstawionych w raportach znajdziecie tutaj.
A tutaj można ściągnąć same raporty.

Będzie trochę szumu/

Edycja, godz. 11:00:

No i, jak się okazało, w polskich mediach niewiele szczegółów, oprócz standardowego zrzynania z PAP. Przede wszystkim nikt nie mówi, że dokumenty są potwierdzone, jak to sugerują polskie media. Ponadto każdy skupia się na czym innym: New York Times na tym, że z dokumentów wynika, jakoby pakistański wywiad pomagał Talibom, pomimo tego, że Pakistan otrzymuje miliard dolarów rocznie za pomoc w walce z nimi; dla Guardiana dokumenty pokazują jedynie jak daremny jest konflikt i obecna strategia; der Spiegel za to napisał, że "nigdy dotąd nie było możliwe porównanie rzeczywistości pola walki w tak szczegółowy sposób, z tym co głosi amerykańska maszyna propagandowa" i dodaje, że dokumenty pokazują jak mało zorientowana i naiwna była niemiecka armia, kiedy natknęła się na konflikt.
Widzę, że na stronach gazety Wyborczej poprawiono informacje i dodano wzmiankę o WikiLeaks jako podmiocie, który upublicznił dokumenty. I nie piszą już, że zostały one potwierdzone. Na money.pl jednak nadal wisi info, że redakcje zapewniają, że dokumenty są sprawdzone i potwierdzone. Podczas, gdy redakcje pisały jedynie o tym, że dokumenty były przejrzane i zostały z nich wyłączone raporty, mogące zagrozić w jakiś sposób bezpieczeństwu żołnierzy (za Guardianem: "All three news organisations have stressed that they have vetted the files and removed any materials which threatens the safety of troops."

A ja myślę, że każdy kto jest zaskoczony faktem, że na wojnie giną przypadkowo cywile - jest naiwny. Różnica między wolnym społeczeństwem, a systemem totalitarnym jest taka, że:
- jeśli cywile nie giną przypadkowo, wojskowi są sądzeni
- założenie jest jednak takie, by cywilnej ludności nie mordować, i armia stara się unikać takich wypadków. Należy to stawiać w opozycji do postaw wręcz ukierunkowanych na mordowanie ludności cywilnej
- w systemie totalitarnym taki wyciek już by nie istniał, a ludzie z WikiLeaks i mediów siedzieli by w więzieniu - w najłagodniejszym wariancie, albo gryźli ziemię

Co w takim razie zmienia wyciek raportów wojskowych z Afganistanu? Niewiele. Wojna to wojna i jest destrukcyjna w samej swojej istocie. Jeśli jednak potwierdzi się, że pakistański wywiad pomagał Talibom... To może się ciekawie rozwinąć.

Edycja, godz. 12:00:
Ktoś na wykopie przegrzebał wszystkie 300 incydentów zamieszczonych na mapce przez Guardiana. I znalazł incydent z atakiem Polaków na Nangar Khel. Kliknij tutaj.

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze komentarze
2012-05-18 00:25
fundusze_inwestycyjne:
1920 Bitwa Warszawska - 3D, czyli 3 razy do D...
Gdyby nie Urbańsk i Szyc to mógłby być to naprawde dobry film
2011-12-28 13:56
BP2013Wibor:
Dlaczego BlackBerry?
Jakoś nigdy do BB nie byłem przekonany... ale teraz to nad zastanawiam się znów poważnie... dzięki.
2011-07-08 01:07
Lusz531:
Dlaczego BlackBerry?
Ja mam swój telefon dwa miesiące, więc „statystycznie” idziemy po równo jeśli[...]
2011-07-08 00:45
marlowe:
Dlaczego BlackBerry?
3,5zł :))))
2011-07-08 00:45
marlowe:
Dlaczego BlackBerry?
aaaa... Z tych trzydziestu aplikacji zapłaciłem za jedną! :)
O mnie
marlowe
marlowe - 27 lat. Więcej po kliknięciu w zdjęcie.